Czasem zdarza się tak, że w najcieplejszych letnich miesiącach, podczas których upały trawią karkonoskie szczyty, temperatura zaczyna szaleć i gwałtownie spadać. Niekiedy zjawisko to jest tak silne, że nad ranem potrafi przywlec ze sobą niespodziewany przymrozek. Ta groteskowa i wbrew pozorom groźna sytuacja nie jest dziełem przypadku, a następstwem przemarszu Bestii zwanej przez Jelarzy Wyzięburem.

Wyziębur to piewca zimy, który pojawia się w Krainie Wiecznych Mgieł na jej rozkaz w celu obwieszczenia, że ta ma się dobrze i zbiera siły, by przejąć władzę nad Kotliną, którą po zażartej walce utraciła minionej wiosny. Tytan ten wybudzony z letniego letargu, wygrzebuje się z pieczary schładzanej górskimi potokami wijącymi się głęboko pod ziemią. Swoją wędrówkę rozpoczyna wczesnym rankiem, gdy słońce powoli szykuje się, by wyjrzeć zza horyzontu.

Wszędzie tam gdzie się pojawi przynosi zimne, szczypiące w policzki powiewy wiatru i znaczące ochłodzenie. I choć Bestia sama w sobie nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla istot żywych, to jednak zmiany pogody, które wywołuje potrafią dać w kość nawet najbardziej doświadczonym Sudetnikom.

Nierzadko zdarzały się sytuacje, że w miejscach, w których stwór przystanął na dłuższą chwilę temperatura spadała do tak niskich wartości, że nieprzygotowani na to Jelarze wpadali w ramiona hipotermii, by chwilę później wyzionąć ducha z powodu gwałtownego wyziębienia organizmu. Przybycie widziadła jest niesamowicie trudne do przewidzenia, dlatego też choć nie atakuje bezpośrednio mieszkańców Gór Olbrzymich, jest postrachem wśród Sudetników, czy Jelarzy wypasających swoje owce na wysokogórskich łąkach.

Jego pojawienie się zwiastuje rychły koniec lata, dlatego też jest traktowany jako omen, dający do zrozumienia, że obfite w dary natury i radosne dla duszy czasy powoli mijają i najwyższy czas zacząć magazynować zapasy, które pozwolą przetrwać nadchodzącą zimę.

[Fragmenty pochodzą z Bestiariusza Jeleniogórskiego Tom 2]