Trawuszka to filigranowa Bestia, która swój żywot wiedzie wszędzie tam, gdzie ziemię ochoczo porastają soczyście zielone łąki. Od grądów i śródleśnych polan leżących w cieniu Karkonoszy, aż po wysokogórskie hale i pastwiska, które zdobią zbocza najwyższych szczytów.

Te drobne istoty zwane potocznie przez Jelarzy “sanitariuszkami” są opiekunkami istot mniejszych – wszelkich owadów, drobnych ptaków, gadów, czy ssaków, które schorowane lub ranne chronią się przed niebezpieczeństwami wśród gąszczu traw. Te malutkie samarytanki, których dusza przepełniona jest dobrem i życzliwością całymi dniami przemierzają trawy w poszukiwaniu osobników wymagających pilnej pomocy i robią wszystko, co w ich mocy by ulżyć im w cierpieniu. Zszywają pajęczą nicią potargane i porwane przez wiatr skrzydła motyli i ciem, czy nakładają jaszczurkom opatrunki nasączone ziołowymi wywarami na rany po zrzuconych ogonkach, które utraciły ratując swój żywot. Nastawiają i usztywniają drobnymi gałązkami połamane odnóża mrówek czy chrabąszczy. Wskazują również drogę powrotną zagubionym kretom, gdy te tracą orientację w terenie, lub dopiero co wyklutym pisklętom, które w ferworze walki o pożywienie zostały wypchnięte przez żarłoczne rodzeństwo z bezpiecznego i ciepłego gniazda. Niosą poranną rosę dla ochłody spragnionym żabom i ślimakom, których skóra została wysuszona przez promienie wschodzącego słońca, czy suszą piórka zaskoczonym przez nagłą ulewę wróblom, sikorkom i pliszkom. Pomagają beznogim padalcom zdjąć starą i wysłużoną skórę, gdy przychodzi czas jej zmiany, czy też przerzucają kijanki do większych zbiorników wodnych, gdy te zaskoczone przez letnie upały utkną w wysychających sadzawkach i kałużach.

Dzięki ich staraniom wiele istot, których los skazał na cierpienie i powolną śmierć nadal mogą cieszyć się życiem wesoło grasując w gąszczu dzikich traw. W zamian za dobro, jakie te niewielkie widziadła rozsiewają pośród zielonych polan, malutcy pacjenci odwdzięczają się dostarczając Bestiom pokarm w postaci słodkich pyłków kwiatów, świeżej żywicy wypływającej z pni drzew, czy pożywnych korzonków wykopanych z ziemi.

Natomiast, gdy jesień zaczyna ustępować zimie, a poranne przymrozki stają się zwykłą codziennością, Bestie te przytwierdzają się do kory najstarszych dębów lub buków i z mglistych cząstek zaczynają tworzyć malutkie kokony, w których przeczekują trudne, zimowe czasy. Czekają w tym stanie do momentu kiedy to wiosenne promienie ponownie zaczną ogrzewać tutejsze łąki i górskie hale, pośród których będą mogły nieść pomoc tym, którzy jej najbardziej potrzebują.


[Fragmenty pochodzą z Bestiariusza Jeleniogórskiego Tom 2]