Najpiękniejszy z przegranych
Gdy zerkam na lata, co mi przez palce umknęły, to on, ledwie jako pacholę maleńkie się jawi. A przecie, jakobyśmy od wieków się znali. Szumiałam radośnie, kiedy się rodził, co wieczór kołysanki podawałam, a i przyjdzie czas, że zaszumię ciszej i smutniej, gdy u kresu sił stać mu przyjdzie. Wiecie, myśmy jedną nicią spleceni. Pomagał im, gdy przeprawiać przeze mnie się chcieli. A wybrzmieć to musi wyraźnie, że nie miał do...
