Przysiadłem na skraju mało uczęszczanej drogi z widokiem na usadowione w dolinie chaty. Złapałem kilka głębszych oddechów, wyciągnąłem kanapkę, by ugłaskać wiercący się w żołądku głód i już miałem celebrować ten sielski obrazek, gdy dotarło do mnie, że właściwie coś tu nie gra.

– No bo przepraszam bardzo! A gdzie przerośnięte billboardy, które zasłoniłyby góry, jednocześnie zapraszając do ich podziwiania? Gdzie hotele „blisko natury”, które naturę wyjaśniły betonem i szkłem? Gdzie ogrodzenia wzniesione z losowych inspiracji i traum inwestora? Gdzie te wszystkie pastelowe odcienie „łososiowego dramatu” i „miętowego nieporozumienia”? Halo!? Czy ktoś tu w ogóle psuł krajobraz, czy wszyscy poszli na urlop?
I wtedy do mnie dotarło. Patrzę na miejscowość, w której człowiek… ogarnął się. I co gorsza, zrobił to z jakimś wyczuciem. Miasteczko wyglądało tak, jakby ktoś jednak przeczytał instrukcję pt.: „Jak nie zepsuć gór”. Doznałem kulturowego szoku. Serio! Bo to żaden drugi kraniec świata, żadna alpejska utopia prosto z wakacyjnego katalogu, a Pec, tak ten Pec pod Śnieżką. Borze Lesisty! Przecież to zaledwie rzut kamieniem od Polski.
Po jednej stronie mamy więc klasykę gatunku: bilbordoza, architektoniczny dramat, inwestycyjna megalomania i infrastruktura pamiętająca czasy, kiedy to na Liczyrzepę wołano Rzepa, bo ten dopiero uczył się liczyć. Po drugiej bezczelne próby zachowania jakiejś spójności, szacunku do miejsca i, o zgrozo!, estetyki. Drewniane chaty na kamiennych podmurówkach, stare, nowe, nieważne, wszystkie wyglądają, jakby wiedziały, że Rübezahl patrzy. Skandal!



Oczywiście, żeby nie było, Czesi też mają swoje grzeszki. Taki Hotel Horizont stoi tam i straszy, przypominając, że każdemu może się zdarzyć architektoniczne zaćmienie, ale różnica jest taka, że u nich to wypadek przy pracy, u nas, często plan zagospodarowania.

Ktoś powie:
– No ale przecież północ i południe Karkonoszy zawsze się różniły!
No pewnie. Kiedyś różniły się stylem. Teraz w Czechy człowiek chce jeździć, po polskiej stronie też, ale buldożerem.
Ktoś inny rzuci:
– Ale rozwój! Nowoczesność!
Jasne. Bo przecież jedyną znaną formą rozwoju jest: „wyciąć, zabudować, ograbić”. Wpasowanie się w krajobraz? Harmonia? Spójność? Dajcie spokój, te hasła brzmią jak jakieś fanaberie dla ckliwych romantyków i tych pięciu ostałych się cietrzewi, które KPN próbuje namówić, by jednak nie wyginęły.
I gdy człowiek coraz więcej czasu spędza po czeskiej stronie Karkonoszy, tym wyraźniej dostrzega, jak wiele zaprzepaściliśmy. Jak nasze podgórskie miejscowości, choć po brzegi wypełnione nowoczesnymi hotelami, przaśnymi restauracjami i kuglarskimi rozrywkami, w rzeczywistości ograbiono ze swej unikalności, historii, piękna i górskiej harmonii. I dopiero tam, po drugiej stronie, gdy wzrok odpoczywa, spoglądając na karkonoskie osady i boudy, które oparły się próbie czasu, zaczyna rozumieć, na czym polega równowaga między tym, co należne człowiekowi, a tym, co przynależne Duchowi Gór.
PS Ale spokojnie, przynajmniej mamy dużo miejsc noclegowych. Szkoda tylko, że coraz mniej powodów, by do nich wracać.

Przydatne informacje:
Dotarcie do miejsca, o którym piszę, nie wymaga ani długiej wędrówki, ani szczególnej kondycji. Celem jest Kladenská cesta, to właśnie z jej fragmentów można podziwiać panoramę Pecu pod Sněžką, nad którym górują Růžová i Studniční hora, a w tle rysuje się Śnieżka. Dzięki takiemu sąsiedztwu, spoglądając na Pec, momentami można się zatracić i pomyśleć, że człowiek za garść czeskich koron wylądował, nie tuż za polską granicą, a w alpejskiej wioseczce, gdzieś pośrodku szwajcarskiego raju.
Dojazd samochodem:
Jeśli podróżujesz autem, można zostawić je na dużym, płatnym parkingu w centrum miejscowości:
PARKING lub
PARKING
Stamtąd czeka Cię przyjemny spacer, około 3 km, z przewyższeniem nieprzekraczającym 150 metrów. Całość, leniwym krokiem, zajmuje kilkadziesiąt minut. Link to trasy:
TRASA
Dojazd komunikacją publiczną:
Do Pecu pod Sněžką bez problemu dotrzesz także transportem publicznym:
Z Przełęczy Okraj regularnie kursują czeskie autobusy. W tej kwestii polecam aplikację: IDOS, w której można sprawdzić nie tylko godziny i miejsca odjazdu, ale i zakupić bilet (w czeskich autobusach zazwyczaj można płacić kartą).
W sezonie letnim i zimowym funkcjonuje linia autobusowa prowadząca przez Karpacz, Kowary i Przełęcz Okraj, której końcowym przystankiem jest dworzec autobusowy w Pecu.
Więcej przydatnych informacji dotyczących tego miejsca, znajdziesz w książce, nad którą obecnie pracuję pt.: „Horský Kos”.
Jeśli chciałbyś wesprzeć moją twórczość, zachęcam do postawienia mi Kofoli 🙂

Lub zajrzyj do mojego
sklepiku, gdzie znajdziesz m.in.: autorskie wydruki przepełnione Sudetami: