[fragmenty pochodzą z Bestiariusza Jeleniogórskiego Tom 2, który będzie można zamówić pod koniec 2020].

Niekiedy szczyty górskie oplatają mgły tak gęste, że świat z najgłębszą otchłanią morską pomylić się zdarza. I tak, jak najciemniejsze zakamarki wód ogromnych nieznane rybie stwory zasiedlają, tak i w najgęstszych mgłach przerażające byty czyhają. Otchłannik, bo o nim dziś mowa, to Bestia niezwykle rzadka i z mała poznana. Wiadomo o niej tyle, że w nocnych i gęstych niczym formalina oparach się skrywa. Gdzie pod osłoną ciemności dybie na swoje ofiary, które pozbawione zmysłu widzenia stają się łatwym łupem. I choć zwykle przesiaduje w miejscach trudno dostępnych, do których trafiają jedynie zbłąkani wędrowcy, to jest jeden sposób, aby Bestię z mroku wyłowić i na uczęszczany szlak sprowadzić. Prawią, o tym jelarskie zwoje:

“Nocą, gdy góry pokryte zostają mleczną kotarą, a wzrok staje się ciemności ofiarą, pamiętaj niech światła nikt nie wyciąga, pamiętaj wszelkie światło otchłań przyciąga…”

I choć zwykle dzięki latarni, czy pochodni udaje się odnaleźć prawidłową drogę, a mrok nie jest, aż tak przerażający, to od każdej reguły znajdzie się wyjątek. Dlatego, gdy piechura w górach noc zastanie, a następnie mgła, niczym smoła gęsta otoczy, lepiej nie wyciągać światła, bo te zwabić może Otchłannika. Niestety, tym którzy na przekór starym prawidłom działali Bestia nie okazywała litości. Przepadali porwani w otchłań nieznaną, że żaden ślad nawet po nich nie pozostał. Dlatego też, gdy zmrok w górach zapada, a obłoki zaczynają opadać na szczyty, warto znaleźć schronienie w najbliższej pieczarze lub udać się do schroniska, w którym można bezpiecznie przeczekać noc, wzmacniając witalności przy ciepłej strawie.