Wyjeżdżając rowerem na dzisiejszy zachód czułem, że pogoda może odstawić przyjemne widowisko. Chmury piętra wysokiego, średniego i niskiego, które nie przykryły całego nieba w połączeniu ze słońcem i nadchodzącymi zmianami w pogodzie to przepis na coś bardzo smacznego dla oka

Także nie namyślając się długo ruszyłem w drogę, obierając kierunek na góry Kaczawskie. I wszystko w sumie się zgadzało, gdyby nie jedna rzecz. Otóż na rowerze jestem w stanie zdzierżyć wszystko tj. mróz, śnieg, deszczową nawałnicę, czy skwar +30 w cieniu. Takie rzeczy mnie nie ruszają. Jedyny moment podczas, którego układam najbardziej okrutne wiązanki w głowie to ten, gdy jadę pod silny wiatr. Mało rzeczy irytuje mnie tak mocno, jak ta bezsilność, gdy kręcisz z całych sił, a na liczniku 10 km/h I właśnie dzisiaj ten niestrudzony wiatr postanowił mi towarzyszyć podczas całego podjazdu.
Tak, „delikatna” frustracja była

Blog_Wiatr1
Czasem zaświeci w idealnym miejscu, o idealnym czasie… Tak po prostu.
[Kapliczka w Komarnie]
Blog_Wiatr2

Na szczęście pogoda postanowiła wynagrodzić moje cierpienia i odstawiła takie przedstawienie, że czapki z głów, chapeau bas i co tam jeszcze można napisać. Coś pięknego.
Szanuję.

Blog_Wiatr5
Zachodzące słońce oblewające złotem i promieniami panoramę Karkonoszy
[Kadr uchwycony u podnóża Gór Kaczawskich]