Rozpłonki to zdradliwe mary, które spotkać można o wschodzie, w zagajnikach obleczonych mgłami, na wiejskich duktach czy rozdrożach w bliskim sąsiedztwie jelarskich osad. Ze swoich kryjówek wypełzają bardzo wczesną porą, gdy okolica jeszcze skuta jest nieprzeniknionym mrokiem, by móc przygotować się do polowania na nieroztropnych młodzieńców powracających z nocnych schadzek.

Randki te zwykle bez wiedzy dorosłych się odbywają, którzy wtenczas w głębokim śnie są pogrążeni. Młodzi wykorzystują brak nadzoru, oddając się wtedy swym pierwszym miłosnym uniesieniom. Gdy czas upojnych chwil dobiega końca, a jutrzenka ostrzega, że poranek już blisko, wtedy roztrzęsieni kawalerowie, zapominając o bożym świecie, wyruszają w drogę powrotną. Maszerują dziarsko zamglonymi szlakami, mało uczęszczanymi traktami, jak i drogami prowadzącymi na przełaj. Wszystko po to, by nie zostać przyłapanymi przez starszyznę, która trapiona bezsennością mogłaby ich przyuważyć i zakończyć nocne swawole.

I właśnie na tych okrężnych duktach wypatrują ich Rozpłonki. Tropią swoje ofiary po cieple bijącym z rozpalonych młodzieńczych serc. Byty te materializują się przed rozmarzonymi podlotkami, przybierając postać ich ukochanych. Niezbyt trzeźwo myślący Jelarze, nie są w stanie dostrzec fortelu zastosowanego przez zjawę i odróżnić ułudy od rzeczywistości. Podążają ślepo za zwidami w głąb nieprzeniknionych mgieł. Gdy Bestii uda się zaciągnąć nieszczęśnika na tyle daleko, by nikt nie usłyszał jego krzyku, ukazują swoje prawdziwe oblicze.

Niestety wtedy jest już za późno na ucieczkę. Rozpłonki rzucają się na swoje ofiary, wysysając z nich całą miłość, a następnie porzucają niczym wydmuszkę, zostawiając na pastwę losu. Jeśli zaatakowanemu Jelarzowi uda się przeżyć, co zdarza się nazbyt rzadko, jego życie zmienia się diametralnie. W konsekwencji nie potrafi już kochać. Do końca swych dni pozostaje zatopiony w goryczy, smakując samotności przepełnionej cierpieniem bezkresnym.

Dlatego też starszyzna przestrzega podlotków, aby ci wstrzymali się przed miłosnymi schadzkami, przynajmniej do momentu zaślubin i weselnego obrządku, który połączy ich ciała i dusze na dobre i złe, aż do kresu ich żywota. Dzięki temu żadna Rozpłonka nie będzie w stanie im krzywdy wyrządzić.

[Fragmenty pochodzą z Bestiariusza Jeleniogórskiego Tom 3]