Raz na tysiąc żołędzi, a nawet i rzadziej, podczas mglistego poranka przesiąkniętego promieniami budzącego się słońca, potężne dęby wydają na świat Żołędziaka – niewielką Bestię, która wraz z żołędziami dorasta na drzewie uczepiona nogami swej łupiny. 

Gdy nadchodzi czas jesiennych wiatrów, które strącają z gałęzi to, co na nich wyrasta, Żołędziak ląduje u podnóża drzewa, które wydało go na świat. Przebudzony wydostaje się z łupiny i zaczyna zaspokajać swój wilczy apetyt, pożerając żołędzie, które opadły na ziemię razem z nim.

Gdy Bestia poskromi swój głód, zaczyna zakopywać pozostałe żołędzie w różnych miejscach. Czasami tuż przy pniu Dębu, który wydał go na świat, a czasami gdzieś po drugiej stronie lasu. Tworzy w ten sposób liczne spiżarnie, w których gromadzi zapasy na cięższe czasy. Jednak zdarza się, że o części z nich Bestia finalnie zapomina. Wtedy pozostawione pod ziemią owoce kiełkują na wiosnę, dając początek młodym siewkom, które przy odrobinie szczęścia z czasem wyrastają na piękne drzewa dające życie kolejnym pokoleniom Żołędziaków.

[Fragmenty pochodzą z Bestiariusza Jeleniogórskiego Tom 2]