Pniaki to rzadko widywane stwory, które zaobserwować można pod koniec zimy, gdy przemierzają mgliste karkonoskie zbocza w poszukiwaniu obumarłych, wysuszonych pni drzew, których porywiste wiatry nie zdążyły jeszcze obrócić w drobny pył. Gdy Bestii udaje się odnaleźć pozbawione gałęzi drzewo wyrywa je z gleby za pomocą długich, haczykowatych palców, po czym wtyka je we własny grzbiet. Ich gruba skóra, która pokryta jest licznymi bruzdami i załamaniami przypominającymi korzenie, pozwala na sprawne zaklinowanie pni w taki sposób, by te nie wypadały podczas kontynuowanej wędrówki. Gdy wiosna coraz śmielej poczyna w Kotlinie ilość odnalezionych i przymocowanych drzew jest już tak duża, że tworzą one gęste i charakterystyczne wachlarze, które wykorzystywane są w jednym celu – zdobyciu samicy. Otóż Pniak z największą ilością wysuszonych drzew osadzonych na grzbiecie ma największe szanse na zainteresowanie sobą potencjalnej partnerki. Duża ilość zebranego drewna świadczy o tym, że samiec jest zaradny, wytrwały, a przede wszystkim silny, gdyż potrafi utrzymać tak wielki ciężar na swoich barkach, co stawia go w pozytywnym świetle jako kandydata na ojca. Często zdarza się, że samce popadają w zatracenie, przeceniając swoje siły. Wtedy ciężar nagromadzony na plecach staje się zbyt duży. W takiej sytuacji istoty te tracą możliwość swobodnego utrzymania się na nogach. Najczęściej kończy się to upadkiem, podczas którego zebrane pnie rozsypują się po okolicy, co przypomina pobojowisko nawiedzone przez klęskę żywiołową. Pniaki tracą wtedy swoją szansę w walce o potomstwo, przez co muszą uzbroić się w cierpliwość i czekać kolejny rok […]

[fragmenty pochodzą z Bestiariusza Jeleniogórskiego Tom 2]