Białuszka to mgielna zmora kryjąca się pod postacią niewinnej białowłosej jelarki. Jest na wpół Śpiącą, która utknęła między dwoma światami: tym realnym i tym wypełnionym mglistą magią.

Przybywa w leśne ostępy wraz z niesamowicie gęstymi oparami, które zalewają lasy jeszcze przed wschodem słońca. Choć z zewnątrz piękna i delikatna, to tylko pozory. Pod niewinnym płaszczem utkanym z wilgoci i słońca czai się śmiertelne niebezpieczeństwo, które kosztowało życie niejednego Jelarza.

Bestia ta na swoje ofiary zaczaja się między skalnymi ostańcami samotnie spoczywającymi pomiędzy drzewami, na śródleśnych polanach przepełnionych pachnącymi ziołami i kolorowymi kwiatami, czy przy wartkich ruczajach chłodzących rozgrzane ciała w upalne dni. Jej ofiarami padają zazwyczaj młodzi, nieszczęśliwie zakochani Jelarze, których zaloty zostały odrzucone przez wybranki ich serca. Zdruzgotani obrotem spraw udają się w leśną głuszę by w samotności przełknąć gorycz porażki, wtedy to nieświadomie wpadają w pułapkę zastawioną przez zjawę.

Gdy przekraczają granicę lasu piękna z pozoru mara zaczyna wyśpiewywać słodkie, kojące dusze melodie. Cudowne dźwięki hipnotyzują młodzieńców, dzięki czemu zapominają o nieszczęściu, z którym musieli się zmierzyć. Ich serca wypełniają się pozornym ciepłem i miłością – tym czego tak bardzo im brak. Bezwładnie kroczą w kierunku źródła mglistej ballady. Gdy w końcu odnajdują Białuszkę, ta kończy swój śpiew wyciągając ręce ku nieszczęśliwie zakochanym. Oczarowani pięknem widziadła Jelarze tulą się do jej piersi, zatapiając się w kwiecistym zapachu przypominającym rześki powiew wiosny. Wtedy to mara ujawnia swoją prawdziwą naturę. Oplata ofiarę długimi włosami unieruchamiając ją. Wybudzony z miłosnego letargu i bezbronny Jelarz dostrzega prawdę, jednak jest już za późno. Zmora swymi powyginanymi, kościstymi palcami zakończonymi ostrymi szponami wgłębia się w ciało nieszczęśnika sięgając serca. Następnie wysysa z narządu wszelkie uczucia się w nim kłębiące. Gdy zakończy się pożywiać porzuca Jelarza niczym zbędny worek wypełniony mięsem i kośćmi.

Wielu zaatakowanych nie przeżywa spotkania z Bestią, tych którzy przeżyli czeka smutny los. Są całkowicie pozbawieni uczuć, nie potrafią kochać, śmiać się, czy choćby cieszyć się z drobnych przyjemności. Na całe życie pozostają smętnymi duszami, w których chęć życia zgasła, niczym płomień świecy zdmuchnięty przez powiew zimnego wiatru.


[Fragmenty pochodzą z Bestiariusza Jeleniogórskiego Tom 2]